Zakaukazie świętuje

 


Nieprzebrane tłumy z całej Armenii ściągnęły w ostatni weekend do wioski Areni. Przez cały dzień celebrowano tam Święto Wina.

Według miejscowych władz winiarskich – zjechało tam aż 25 tysięcy ludzi, moim zdaniem było ich znacznie mniej, ale to i tak jedno z największych winiarskich świąt, jakie widziałem w ostatnich latach. A wziąwszy pod uwagę, że Armenia to raptem trzymilionowy kraj, a samo święto odbywa się dopiero od siedmiu lat, zaś dojechać tu trudno z uwagi na stan dróg – było to gigantyczne wydarzenie dla całego kraju.

Jednak niewielka osada Areni nad rzeką Arpa od kilku lat należy do najsłynniejszych miejsc winiarskich na świecie. Prowadzone tu przez międzynarodowe ekipy naukowe (sponsorowane przez wiele uniwersytetów) w oddalonych o kilku kilometrów jaskiniach wykopaliska odnalazły tu najstarszą winiarnię na świecie! Znalezisko nazwane Areni-1 datuje się na 6100 lat! Takim czymś nie może poszczycić się żaden kraj na świecie – w Gruzji znajdowane są starsze, pojedyncze kwewri, ale nie całe winiarnie.

Tymczasem w Arenii w latach 2007-2011 znaleziono m.in. gliniane karasy (zbiorniki fermentacyjne), szczątki porcelany, prasy, baseny fermentacyjne, amfory, pestki i osady winne w pojemnikach, a wszystko pochodzące z epoki późnego chalkonitu – okresu przejściowego pomiędzy epokami kamienia i brązu. Ledwie kilka tygodni temu znaleziska udostępniono dziennikarzom i zorganizowanym grupom – był to wymóg ze strony organizacji międzynarodowych, które zamierzają finansować tu dalsze badania. Dlatego poniżej publikujemy pierwsze polskie zdjęcia z wnętrza tego niesamowitego miejsca! Wkrótce w „Czasie Wina” więcej informacji na ten temat.

Sam festiwal odbywa się tu od kilka lat – także dlatego, że najważniejsza ormiańska odmiana winogron – areni – wzięła nazwę od tej wioski właśnie. Zaczyna się wcześnie rano i trwa do późnych godzin nocnych. Ma charakter festynu, ale to jednocześnie najważniejszy targ winiarski tego dnia w kraju.

Wzdłuż głównej drogi miasteczka ciągną się tysiące straganów z wszystkim, co można zrobić z winogron, ale nie tylko. Znajdziemy tu głównie wina domowe (z winogron i owoców – najczęściej granatów), czasami w butelkach, przeważnie w plastikowych po napojach, ale lane wężykiem prosto ze szklanych baniaków – takie miejscowe beaujolais.

Przez przypadek to także największe bodaj na świecie miejsce, gdzie handluje się winami naturalnymi i tymi So2-free. Są także burczaki, soki, miody, bakalie, destylaty domowe, zioła, przyprawy oraz masa cudownego jedzenia – szaszłykarnie dymią non stop.

Ludzie się bawią i tańczą, i to nie tylko zespoły folklorystyczne, ale też przypadkowo dobrani ludzie formują spontaniczne „kolca” i podrygują. W specjalnie wydzielonym miejscu prezentują się ormiańskie winiarnie – nie ma ich wiele, bo i w całym kraju jest ich niezbyt dużo.

W tłumie dominowali Ormianie, ale – co ciekawe – nie było po nich widać nadmiernego spożycia wina, może tylko w grupkach wesoło uśmiechniętych dziadków rozprawiających ze sobą.

ak wspomniałem – dojazd do Areni nie jest najciekawszy, więc kierowcy rodzinnych wypraw wolą nie ryzykować. Sporo było też grup obcokrajowców zajmujących się winem. Ale ten festiwal to nie tylko świętowanie, to również wielki jarmark – widać to było po tłumach obładowanych zmierzających w kierunku samochodów.

Wojciech Gogoliński

source: czaswina.pl